Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opel. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 kwietnia 2014

Opel Astra sedan. O klasę wyżej.



            Są takie słowa, które z różnych powodów wydają się nam fajne. Dla potrzeb tego artykułu przypomnę Wam dwa z nich. Watt i turbo.
Mając naście lat uważałem, że jedynym parametrem określającym jakość sprzętu audio jest jego moc. Określa się ją w watach. Jeśli pamiętacie okres przemian ustrojowych w Polsce, to bez trudu przypomnicie sobie, że każde, nawet najmniejsze radyjko sprzedawane wówczas na bazarku,  miało naklejkę z napisem „1000 WAT!!!”. I choć wiem już, że to nie do końca tak jest, to jednak sentyment do słowa pozostał. Ba! Wzmógł się nawet odkąd w moim rodzinnym mieście (Kętrzyn) reaktywowała się rockowa kapela Dr Watt. Oczywiście jest tu też kwestia pisowni (jedno lub dwa „t”, ale nie bądźmy drobiazgowi).
Turbo! No, to jest naprawdę fajne słowo. Nie wiem kto wprowadził je do słownictwa używanego na co dzień. Mnie kojarzy się to z Saabem, który użył go wypuszczając na rynek model 900 Turbo. Od tej pory wszystko, co „turbo” było… Turbo! To słówko tak dobrze się przyjęło, że nawet używają go autorzy książek o ewolucji. Komórka z turbodoładowaniem… Nie żartuję, tak było napisane. Zapamiętajcie zatem te dwa słowa, bo wrócę jeszcze do nich.
Astra sedan jest samochodem dużym. Tak, tak, właśnie dużym. 

środa, 26 marca 2014

Opel Insignia, czyli telewizja może nie istnieć.



              W miniony weekend mogliście oglądać w telewizji skoki narciarskie w Planicy i cieszyć się, ze to Kamil Stoch odebrał kryształową kulę. Mogliście też obejrzeć „Iron Mana” albo bardzo dobry dokument „We ride. Historia snowboardingu”.
Dla mnie wszystkie te rzeczy mają jedną wspólną cechę – żadnej z nich nie obejrzałem. Stało się tak, ponieważ dzięki uprzejmości Pana Dariusza Pindura, właściciela giżyckiego salonu Opla i Chevroleta miałem do dyspozycji Insignię ze 163-konnym dieslem i systemem IntelliLink. Rozumiecie więc, że obejrzenie czegokolwiek w telewizji nie było tym, co by mnie pociągało.
Jeździłem. A jak już pojeździłem, to bawiłem się elektroniką. A potem jeszcze trochę pojeździłem…

wtorek, 22 stycznia 2013

Motoryzacja dyskretna, czyli jak mieć dużo radości i nie złościć sąsiadów.




Tak to się porobiło, że w dzisiejszych czasach wcale nie trzeba być kimś bardzo ważnym, by mieć możliwość uskładać na niezłą furkę. Można  być chociażby specjalistą od sprzedaży w jednej z kilku intratnych branż. Tu pojawia się jednak pewien problem. Pracując w sprzedaży nie możesz jeździć samochodem drażniącym Twoich klientów. Gdybyś na przykład był super specem od ubezpieczeń w Szwajcarii, to Twoi klienci cieszyliby się, że jeździsz Porsche, bo to podkreślałoby, że znasz się na tym, co robisz. Proste: jesteś dobry – zarabiasz. U nas jednak tak nie jest. Niestety…
Tak więc mając trochę pieniędzy stoisz przed dylematem. Mógłbyś oczywiście kupić jakiegoś niedrogiego kompakta, ale nie po to pracowałeś i odnosiłeś sukcesy, żeby teraz nie móc sprawić sobie prezentu.
Oto kilka pomysłów na zagospodarowanie Twojej kasy w taki sposób, by nie złościć zbytnio klientów i sąsiadów. Będę posługiwał się obiegowymi opiniami, pod którymi niekoniecznie się podpisuję, ale które pomogą nam w osiągnieciu postawionego celu.